Właściwe myśli

Mirosław Kulec

Chwała Jezusowi, bracia i siostry. Wierzę, że jest coś, co jest dla nas ważne, aby to usłyszeć. Dziękuję Bogu za to, że mogę być pośród was tutaj, że mogę przyjechać do Gródka. Chciałbym się dzisiaj z wami dzielić słowem, które będzie Słowem Bożym. Cały dzisiejszy dzień spędziłem z Biblią na kolanach. Kiedyś byłem bardzo dotknięty tym, że są dwa rodzaje kaznodziejów. Jedni mówią o Bogu, inni natomiast od Boga. Zawsze marzyłem, by być tym, który mówi od Boga, żebym mógł być tym, który zwiastuje poselstwo od Pana, tym, który ma Słowo. Nigdy nie szukałem w tym Słowie żadnej popularności. Wiem, że dzisiaj jest moda na popularne słowa, na słowa, które będą się ludziom podobać, ale szukałem słowa, które będzie ludzi budować. Pamiętam, jak modliliśmy się z braćmi w naszym zborze. Kiedyś byliśmy niedaleko stąd, w Wendryni, u brata Stebla z moimi diakonami i ciągle, kiedy modlimy się razem z nimi, to widzimy, jak trudną rzeczą jest budować Kościół, jak trudną rzeczą jest służyć Bogu w Kościele.

Łatwo jest dużo mówić. Łatwo jest nawet zostać działaczem i dużo robić, jeśli wystarczy człowiekowi sił i zdrowia. Ale bardzo trudno jest stać zawsze czystym przed Bogiem. Bardzo trudno jest mieć właściwe myśli przed Bogiem, bardzo trudno siadać z Bogiem we właściwej relacji i chodzić z Nim. Dlatego chciałbym się dzisiaj z wami podzielić słowem o naszych myślach przed Panem. Chciałem powiedzieć kilka rzeczy na temat tego, co myślimy. Nie wiem, ilu z was chociaż raz w życiu było w kinie? W takim zwykłym, świeckim kinie. Kiedyś był taki czas w moim życiu, że wiele chodziłem do kina. Chodziłem do kina, żeby tym, co tam pokazywali zapełnić pustkę, która była w moim życiu. Kiedy siedziałem w czasie seansu w kinie, cały wtopiony w ekran, a potem film się kończył, wychodziliśmy z kina na ulicę. Wydawało się, jakby człowiek skądś zleciał, nie wiadomo skąd. Znowu była realność. Znowu do autobusu, do szkoły, znów życie.

Niektórzy ludzie żyją tak, jak w kinie. Są tak pochłonięci sobą i tym seansem, że nie spodziewają się, tak jak się w kinie nikt nie spodziewa, że film się skończy. W kinie jest duży ekran. Gdyby ktoś nagle rozciął ten ekran nożem i wyjrzał przez niego, jak bardzo by się zdziwili ci, którzy oglądają film. Powiedzieliby: „Co się dzieje? Kto nam przerywa oglądanie filmu!”. Tak właśnie pewnego dnia śmierć wchodzi w życie wielu ludzi. Są całkowicie zajęci sobą, żyją bez Boga, zapełniają swoją pustkę i nagle ktoś jak gdyby rozcina ich ekran. Okazuje się, że za tym, co widzą nasze oczy, za tym, co myślą nasze myśli, za tym, co mówią nasze słowa, za tym wszystkim jest coś głębiej, czego często człowiek nie zbadał, nie poznał. Nagle wieczność wzywa człowieka i trzeba stanąć przed Bogiem, a wielu nie jest gotowych. Czują się tak, jak ja się czułem, kiedy wyszedłem z kina. Zrozumiałem, że jest inna realność. Jako pastor nieraz towarzyszyłem ludziom w różnych rzeczach. Niedawno udzielałem już kolejnego ślubu w moim zborze. Kiedy pierwszy raz udzielałem ślubu w moim zborze, było tylko jedno dziecko – mój syn. Dzisiaj mamy już w naszym zborze szesnaścioro dzieci. Nie mam dużego zboru, od niedawna prowadzę służbę.

Bert Clendennen powiedział mi, że jedną z najprzyjemniejszych rzeczy bycia pastorem jest patrzenie na zborowników, którzy rosną karmieni Słowem Bożym, przybliżają się do Pana. On mówi, że widział ich, jak przychodzili do zboru, pokutowali przy ołtarzu powierzając Panu swoje życie, pokutowali wylewając całe zło i cały brud, wszystko to zostawiali pod krzyżem, rodzili się na nowo. Potem patrzył jak wzrastają duchowo, udzielał im ślubów, modlił się o ich dzieci, ich dzieciom udzielał ślubu i modlił się o ich wnuki, a potem tym samym ludziom, o których zbawienie się modlił, usługiwał na pogrzebie. I tak przeszło 48 lat służby. Pomyślałem sobie, że we wszystkim tym Bóg chce, byśmy byli gotowi na spotkanie i to jest jakby cel mojej dzisiejszej wypowiedzi.

Urodziłem się niedaleko stąd, w Bielsku-Białej. Byłem człowiekiem, który całkowicie nie miał nic wspólnego z Bogiem, Bóg był mi obcy. Znałem Go tylko tradycyjnie. Chodziłem do kościoła na mszę katolicką. Często w niedzielę mama z tatą zmuszali mnie, żebym szedł do kościoła. Nauczyłem się więc chytrze: rano wstawałem, szedłem pomodlić się i mówiłem do kolegów: „Ja już mam to z głowy, nie muszę dziś iść na mszę”. Mogłem spokojnie siedzieć i oglądać telewizję. Takie były moje myśli. Nigdy nie byłem świadomy tego, że Bóg widzi postawę mojego serca. Nigdy mnie to nie obchodziło. Po prostu uważałem, że zrobiłem swoje i Pan Bóg powinien być ze mnie zadowolony. Potem nawróciłem się i kiedy przestałem pić i palić, kiedy przestałem przeklinać i mówić brzydkie słowa, wydawało mi się, że jestem bardzo święty. Dzisiaj, po latach wiary, im więcej czasu spędzam przed Panem, tym bardziej widzę, jak człowiek wiele potrzebuje łaski Bożej. Amen.

Dlatego dzisiaj chcę się zająć sprawą myśli. Pamiętam, jak Bóg powołał nas do Rosji i to był dla mnie pierwszy znak, że Pan zna nasze myśli. Chodziłem z tą Rosją w sercu wszędzie i niejeden człowiek śmiał się ze mnie. Byli ludzie, którzy pukali się w czoło i mówili: „Gdzie ty do tej Rosji chcesz jechać? Przecież tam niczego nie ma, tylko komuniści tam są, poza tym nic”. A ja miałem marzenia i dzisiaj wiem, że Bóg widział moje serce i widział moje myśli. Byłem całkowicie niegotowy, lecz miałem marzenia i pragnienia. Pewnego razu, wcześnie rano na modlitwie pewien pastor podszedł do mnie i zapytał: „Mirek, czy Bóg cię nie powołał do Rosji?”. To był dla mnie szok. Skąd ktoś może wiedzieć, o czym ja myślę? A jednak Bóg wie.

Nie wiem, co sobie myślicie teraz, nie wiem, co myślicie o mnie, o sobie albo kimś w tej sali. Nie wiem, co myślicie. Człowiek nie zna myśli drugiego. Słowo Boże mówi nam, że „…wielka jest złość człowieka na ziemi i że wszelkie jego myśli oraz dążenia jego serca są ustawicznie złe” (1Mjż 6,5). Pan widział, że myśli człowieka są złe. Bóg widział, że człowiek nie myśli dobrze, tylko myśli źle. Dzisiejszy humanizm, który wkradł się też do kościołów, mówi, że człowiek jest dobry, tylko czasami robi złe rzeczy. Biblia jednak nam mówi, że człowiek jest zły, tylko mu się czasami przydarzają dobre rzeczy. Na odwrót. Pan bolał i żałował, że stworzył takiego człowieka (1Mjż 6,6).

Chciałbym zacząć od takiego stwierdzenia: do Boga nie mówi się słowami modlitw. Tak, dobrze słyszycie. Do Boga nie mówi się modlitwami. Nam się wydaje, że do Boga mówi się słowami. Pozwólcie coś wam powiedzieć, bracia i siostry. Ja znam tylko to, co robisz, bo mogę to zobaczyć. Wiem ewentualnie, co mówisz. Ale nie znam twoich myśli. Dlatego ludzie mogą kłamać jeden drugiego. Dlatego można wyjść za kazalnicę i myśleć inaczej niż się mówi. Dlatego można się modlić i myśleć inaczej niż się mówi. Ale Bóg zna nasze myśli. Bóg zna myśli, słowa i uczynki. To jest ten język, którym porozumiewamy się z Bogiem. Jeżeli twoje myśli są inne, twoje słowa są inne i twoje uczynki są inne, to przed Bogiem to tylko chaos i bałagan. Każda rzecz mówi co innego. Inaczej mówisz tym, co robisz, inaczej tym, co mówisz, a jeszcze inaczej tym, co myślisz. Bóg zna nasze myśli. Bóg widzi, co robimy i zna nasze słowa. Bóg wie, kim jesteś.

Jesteśmy Kościołem, który stoi na końcu świata. Wierzę w pochwycenie. Wierzę, że wieszamy już jeden z ostatnich kalendarzy na ścianie. Nie wiem, kiedy Pan przyjdzie i nie mam prawa tego zwiastować i wyznaczać daty. Ale wiem, że Pan jest blisko. Widzę, co się dzieje. Widzę, jak skołatani ludzie nie wiedzą, co myśleć, nie wiedzą, dokąd uciekać.

Pamiętam, jak stałem w New Yersey i patrzyłem, jak palą się wieżowce. W telewizji pokazywali trzęsących się ludzi. Jedni mówili: „Przyjechaliśmy tutaj, żeby uciec przed złem z naszych krajów, a zło przyszło za nami. Już nie wiemy, dokąd uciekać”. My wiemy, dokąd uciekać. Słowo Boże mówi, że gorycz, płacz i zło przyjdą na całą ziemię. Jeśli przyjdą na całą ziemię, to znaczy że i do Ameryki, do Czech i do Polski. Ale Pan nam mówi, że nas od tego wybawi (Łk 1,71.74). Jest tylko jedna droga ucieczki – w górę (Ps 121,1-2). Bo już ani na wschód, ani na zachód, ani na północ, ani na południe. Nie ma dokąd biec. Bóg zna nasze myśli i chce, aby Kościół przygotowywał się. Kościół ma być Oblubienicą. Oblubienica jest zakochana w Jezusie ze wszystkich swych sił, z całej swojej myśli. I Pan z takim Kościołem chodzi, do takiego Kościoła Pan mówi – który nie czyni chaosu, który nie mówi jedno, a co innego nie myśli, a jeszcze co innego śpiewa i co innego głosi.

Dzisiaj w wielu zborach ludzie sami czasami nie wiedzą, w co wierzą. Nawet nie wiedzą, dlaczego Jezus jest zbawicielem. Ludzie w głowach mają chaos. Kiedyś prowadziliśmy służbę w Estonii. Szukaliśmy do kupienia jakiś budynek. Chcieliśmy również prowadzić służbę miłosierdzia, tak jak wy prowadzicie. Chcieliśmy ubierać więźniów, karmić ludzi. Znalazłem budynek niedaleko Tallina, piękny budyneczek. Pojechałem tam, żeby załatwiać sprawy kupna tego domu. Czekałem na właściciela. Przyjechał bardzo drogim samochodem, czarn